A~a~ah. Doprawdy, jakież to dziwne. To wszystko co się ostatnio dzieje. A dzieje się nie najlepiej - i nie mówię tu tylko o sobie. To, że od zeszłego roku nie wydają anime to jedno. To, że zamknęli angielski (no, na pewno angielskojęzyczny) oddział Tokyopop to drugie. To, że Empik przestał sprowadzać mangi od VizMedia to trzecie i jeszcze inne. Ale na litość boską - co to się ostatnio wyprawia? >_<" Wchodziliście może na fanpage'a Wydawnictwa Omikami na Facebooku? Jeżeli nie, to nie wiem czy powinnam was zachęcać do zrobienia tego, czy odradzić... A jeżeli tak - to zapewne wiecie już co się tam wyrabia. Ach, zresztą wystarczyło wejść na Nyanyana - tam też o tym było. Dobra, sytuacja całego wydawnictwa to jedno - ja rozumiem, problemy i tak dalej. Jednakże osoby wypowiadające się w komentarzach przyprawiają mnie o ból głowy. Nie zrozumcie mnie źle - to nie tak, że produkuję się tutaj, a bezpośrednim zainteresowanym nic nie powiem. Wszystko dlatego, że po prostu boję się tego jak mogą na mnie naskoczyć. Uważam, że ciskanie co chwila słowami typu "gówniara" (jakże popularne na początku kłótni - bo dyskusją tego nie nazwę) nie świadczy na korzyść wypowiadających się. Tak samo nałogowe obrażanie Ann. Rozumiem, że trzymają stronę Beaty ale to nie powód by publicznie wyklinać drugą stronę konfliktu. Nieco to niekulturalne i niepoważne. Szczególnie, że wypowiadają się osoby dorosłe... Później do kłótni włączyła się trzecia osoba i zgadzałam się z jej wypowiedziami, jednak teraz zdaje mi się, że nerwy jej nieco puściły.
Ja wiem, sama święta nie jestem. Jednak jeżeli już kogoś wyklinam, to nie chodzi to o sprawy poważne, tylko zwyczajne, codzienne problemy (no, a na polityków klnie czasem każdy, więc to się nie liczy). Nie dość, że to, to jeszcze jakiś czas temu pojawiły się pochlebne inaczej artykuły o mangowcach w Przewodniku Katolickim. W tej sprawie też miałam nieco do powiedzenia, ale już nie pamiętam co takiego, a drugi raz wolę artykułu nie czytać. Jednakże przez niektóre komentarze poczułam się lekko urażona - mówię o jednostkach obwiniających od razu zbiorowość katolików zamiast jednej pani. Cóż, jestem mangowcem, jestem praktykującą chrześcijanką - więc mimo wszystko prosiłabym aby powstrzymać się od wyśmiewania zaraz wszystkich wyznawców. Chociaż pani z PK nie popieram, i dość mocno mnie w pierwszej chwili zdenerwowała.
Przez wszystko co się dzieje poczułam się jakby ktoś mnie trzepnął w głowę - i to naprawdę mocno. Moje postrzeganie całego fandomu mangowego radykalnie się zmieniło. Nie wiem, być może jeszcze kiedyś zmienię zdanie na ten temat... Na skutek czytania przeze mnie różnych wypowiedzi po prostu zaczęłam coraz gorzej postrzegać całą tą zbiorowość. Z pewnych względów nie powiem o co dokładnie mi chodzi - po prostu nie chcę nikogo obrazić. Jednak szkoda mi, że już nigdy rzeczywistość do jakiej przywykłam nie wróci. Cóż, bywa, nic nie trwa wiecznie... Nie zrywam z zainteresowaniami ani nic, po prostu chyba trochę zmienię sposób w jaki funkcjonuję względem tego wszystkiego. Ale to się jeszcze okaże - jak wiem z doświadczenia nie można niczego stwierdzać zbyt wcześnie.
Zakończone.
Tak jakby wszystko się zaczynało układać... Wszystkie elementy tworzyły całość... Ostatnio mam wrażenie, że to co tak maniakalnie kochałam przez ostatnie lata przestaje być dla mnie takie ważne. Z jednej strony się boję. Bardzo, bardzo, bo nie przywykłam żyć bez tego. Zachowanie z serii "sprawiłam, żeby tak mnie widzieli, więc teraz nie mogę się nagle zmienić". Ale to nie jest nagłą zmiana. To proces. Bardzo długi. I nagle człowiek się orientuje, że wszystko stało się inne.
Z drugiej strony wiem, że byłoby lepiej gdyby wszystko ułożyło się od początku. Ciekawe jak moje życie będzie potem wyglądać. Powoli, powoli, wszystko układa się w coś, czego jeszcze nie znam. Jak skończę? Jak będę widzieć świat? Kim się stanę? Nie mam pojęcia. Chciałabym wiedzieć. Wtedy bym się nie bała. Czy mam ryzykować? Czy mam ryzykować i wywrócić wszystko do góry nogami? Czy uda mi się powrócić do poprzedniego stanu jeśli popełnię błąd? Nie. Nie uda mi się. Bo nigdy, przenigdy nie zapomnę o tym, że próbowałam wszystko zmienić. Z drugiej strony chciałabym zaryzykować. Pójść nieznaną drogą i sprawdzić, gdzie mnie ona zaprowadzi.
Ostatnie lata były ważne, ale przecież nic nie trwa wiecznie. Nie powinnam przeciągać czegoś, co już nie jest potrzebne, tylko dlatego, że boję się żyć inaczej. Chcę wiedzieć kim jestem. Chcę mieć siłę, by nie bać się żyć samej, po swojemu. By nie bać się błędów. Chciałabym potrafić przyznać się do porażki.
Zakończone.
Naprawdę momentami mam ochotę usunąć tego bloga. Jak przeglądam stare posty to tylko jeden wielki facepalm, jaka byłam durna. Haha, mały psycho mangowiec.
Może po prostu spróbuję się na chwilę przenieść na innego bloga... (tak, jakbym ich już nie pisała... zaraz... ten, tamten, tamten, jeszcze tamten... czterech na raz?)
Zdjęli mi wredny plastik z podniebienia. Jak dobrze pójdzie to aparatu pozbędę się jeszcze przed maturą.
Zakończone.
wykonanie: monia
dostosowany do serwisu: blog4u.pl
wykorzystano: 1 , 2
Więcej?